Autor |
Wiadomość |
Mamba
Gadzina
Dołączył: 05 Sty 2012
Posty: 296
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/4
|
|
|
|
A co tam... Otworzę się tutaj. Będzie... Enigmatycznie. Może nawet patetycznie.
Po prostu muszę to gdzieś napisać, wyrzucić z siebie.
Dużo się dzieje.
Mój prawie trzyletni związek sypie się coraz bardziej. Od pewnego czasu robiło się toksycznie.
On jest skrajnym monogamistą, pełnym chorej zazdrości, a ja lekkoduchem często wpadającym w "dziki" zachwyt.
Może spotykam za dużo fascynujących jednostek. Nigdy nie odczuwałam tej dziwnej chęci posiadania, która zdarza się większości ludzi. Potrafię kochać niezwykle mocno i nie odczuwać zazdrości. Tym bardziej jest mi przykro, gdy ktoś próbuje zrobić ze mnie swoją własność.
Mimo bycia egoistyczną, mizantropijną szują myślę, że mam ogromne serce. Pełne miłości dla wszystkich pięknych, fascynujących, magicznych Istot (a przecież wcale nie ma Ich tak wiele...).
I wiem, że nigdy nie będę w stanie przezwyciężyć swojej natury. Nie wszyscy ludzie są "zaprogramowani" w sposób, który wcisnęło nam społeczeństwo.
Szkoda mi tego. Tych wszystkich chwil, gdy jeszcze było dobrze, a ja potrafiłam się śmiać. Jestem przywiązana i jeszcze coś do niego czuję.
Próbowałam naprawiać. Rozmawiać. Chciałam, by zachwycił mnie na nowo, a on milczał. Fizycznie siedział obok, duchowo był daleko.
Całkowita wierność fizyczna była dla mnie nie lada wyzwaniem, ale próbowałam. To jednak nie wystarczy. Jego bolą moje FASCYNACJE. Jasne. Może jestem za słaba, bo tak trudno mi kontrolować tak silne odczucia, wrażenia. Cóż.
Nie pozbędę się tego. Nie chcę. Stworzenia o pięknych umysłach i magicznych oczach są jak lek na moją robaczywą duszę.
Nie wiem ile to jeszcze wytrzyma.
A poza tym...
Wcześniej spotkałam kogoś, kto całkowicie przewrócił mój świat. Kto wywołał we mnie ogromne spustoszenie.
I nie wiem w którą stronę zmierzać. Nie lubię się uzależniać, a ten afekt był podobny do odczucia, które opisują ludzie biorący LSD. Nie mam pojęcia jak to jest możliwe. Jedyne racjonalne wytłumaczenie, jakie przychodzi mi na myśl to "oksytocyna uderzyła na łeb", ale żeby aż tak mocno? Żeby naćpać się samym zapachem i słowami?
I ta pieprzona ambiwalencja, chora huśtawka, którą wciąż mi daje.
2 miesiące na odwyku, zawiesiłam sprawę.
Chciałam poczekać kolejne 2, a jednak nie jestem aż tak cierpliwa. Naiwnie sądziłam, że kiedy odłożę sprawę na bok, przestanę o niej myśleć, ochłonę.
"Taki chuj!" - Chciałoby się rzec. Te chwile dzieją się obok mnie z okrutną intensywnością. Czuję się jak heroinistka, bo czas wcale mi nie pomaga, wręcz przeciwnie - rośnie we mnie dzika chęć na kolejny "odjazd".
To wszystko naprawdę nie podoba się mojemu instynktowi samozachowawczemu, o zdrowym rozsądku nie wspominając.
Zobaczymy co z tego wyjdzie. I czy nie wpędzę się w końcu w poważne kalectwo psychiczne.
Dobra, wybaczcie farmazony. Jak już wspominałam - musiałam wyrzucić z siebie ten potok słów, bo czułam, że inaczej zwariuję jeszcze bardziej.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Mamba dnia Pią 13:13, 11 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Pią 13:07, 11 Maj 2012 |
|
 |
|
 |
Sabriel
Topielica
Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 5834
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 12 razy Ostrzeżeń: 0/4 Skąd: mętna woda
|
|
|
|
Wydaje mi się Mambo, że dobrze postępujesz odchodząc. Byłam dokładnie tak samo rozdwojona kiedy zrywałam ze swoim byłym i też był to 3letni związek.
Nie wszystkie rozstania muszą być spowodowane czyimś złym postępowaniem, czasem po prostu jedna ze stron uświadamia sobie, że choć jest miło, sympatycznie to to nie jest TO.
Powiem Ci, że po paru miesiącach od rozstania (mimo tego, że KOCHAM INNEGO!) wciąż czasem łapie mnie melancholia kiedy myślę o byłym. To dobry człowiek, inteligentny, czuły, ale nie dla mnie. Po prostu.
Uwolnij się i czekaj na kogoś ze swojego świata.
Ps. Twoje podejście jest identyczne jak mojego obecnego faceta. Strasznie wam zazdroszczę bo sama chciałabym umieć czuć się wolna a jednocześnie być jednością z kimś. Urodziłam się zaborczą zazdrośnicą (tak jak Twój chłopak) ale w imię miłości staram się to tłumić w sobie bądź odreagowywać w spokojnych rozmowach kiedy mówię swojemu facetowi o obawach a on czule mnie uspokaja.
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Sabriel dnia Pią 13:28, 11 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Pią 13:27, 11 Maj 2012 |
|
 |
Silencia
Aurora borealis
Dołączył: 22 Wrz 2011
Posty: 503
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 5 razy Ostrzeżeń: 0/4 Skąd: True North
|
|
|
|
Mambo - wiesz, co ja o tym myślę i jakie mam podejście. Trzymam kciuki.
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Pią 13:45, 11 Maj 2012 |
|
 |
Mamba
Gadzina
Dołączył: 05 Sty 2012
Posty: 296
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/4
|
|
|
|
Sabriel - Co do tego odejścia - to nie do końca tak. To jego decyzja, ja mogłabym zostać w tym związku (nie ograniczając się w żaden sposób), to on ma problem z moją "emocjonalną niewiernością". Cóż, nie będę trzymać go siłą. W sumie przez ostatni czas "odchodził ode mnie" już chyba z 5 razy i za każdym razem się łamał, zostawał.
Czy ja wiem, czy to nie jest TO? Po prostu inaczej pojmuję miłość (poliamoria to dziś straszne tabu - a homoseksualistom wydaje się, że mają przesrane ;P). Ostrzegali, że tej różnicy nie da się tak po prostu zignorować, póki jedna strona całkowicie nie zrezygnuje z "siebie" (związek typu poliamorysta - monoamorysta działa tylko w przypadku, gdy ten drugi akceptuje działania pierwszego, bo wtedy nikt nikogo nie ogranicza). Pozostaje czekać. Jeśli to ma się rozpaść - chyba lepiej, by uczucie wypaliło się całkowicie.
Nic na siłę, wszystko jest kwestią czasu. Opcje są dwie - albo on to zaakceptuje (co jest praktycznie niemożliwe), albo w końcu odejdzie.
Poradzę sobie, zacisnę kły i zobaczę, co przyniesie mi świat.
Dobrze postępujesz rozmawiając, moja droga. Tłumienie zazdrości w sobie nigdy nie jest dobrym wyjściem. Zresztą - chyba podstawą każdego zdrowego związku jest szczera rozmowa (jej, zajechało banałem). Mężczyzna, z którym obecnie jestem często chowa w sobie emocje. Później kończy się furią.
Tak czy inaczej - pozostaje mi życzyć Wam powodzenia i oby "zielonooki potwór" zaglądał jak najrzadziej.
Silencia - Wiem, wiem. Już nieraz przekonałam się o tym, iż Twoje rady bywają niezwykle cenne. Cóż. Czekam. Chyba tylko tyle mogę teraz zrobić. Na wszystko jest odpowiedni "moment".
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Mamba dnia Pią 13:48, 11 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Pią 13:45, 11 Maj 2012 |
|
 |
Sabriel
Topielica
Dołączył: 28 Gru 2007
Posty: 5834
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 12 razy Ostrzeżeń: 0/4 Skąd: mętna woda
|
|
|
|
Ojej, po przeczytaniu pierwszego posta wyciągnęłam złe wnioski, że to Ty nie chcesz już tego ciągnąć a nie on.
Rozumiem i jego i Ciebie. Oboje macie prawo być skołowani i zmęczeni. Wydaje mi się, że facet naprawdę może Cię mocno kochać ale jeśli ma taką zaborczą naturę to musi mu być z tą Twoją wolnością i swobodą bardzo ciężko. Choć wydaje mi się, że jeśli dojrzały z niego człowiek dla którego miłość jest najważniejsza to w końcu zacznie się dojrzale zachowywać.
Można wiele mądrych rad brać pod uwagę ale myślę, że powinnaś się kierować swoim sercem. Jeśli w przyszłości miałabyś sobie wyrzucać, że nie dałaś czasu aby mogło się samo wypalić. Moim zdaniem jest to strata czasu, ale skoro Ty tego potrzebujesz to po prostu to zrób!
Oby czas Ci lekkim był
A nóż coś się poprzestawia Twojemu partnerowi... Może akurat Twoje zawieszenie dłuższe coś mu pokaże i chłopak zrozumie.
Trzymam kciuki za Twoje szczęście!
Post został pochwalony 0 razy
Ostatnio zmieniony przez Sabriel dnia Pią 21:42, 11 Maj 2012, w całości zmieniany 1 raz
|
|
Pią 21:41, 11 Maj 2012 |
|
 |
Mamba
Gadzina
Dołączył: 05 Sty 2012
Posty: 296
Przeczytał: 0 tematów
Pomógł: 2 razy Ostrzeżeń: 0/4
|
|
|
|
To fakt, kocha mnie naprawdę mocno - wręcz się ode mnie uzależnił. Robi dla mnie wszystko, ale tego nie może przeskoczyć.
Miłość najważniejsza i tak dalej... A jednak z naturą okrutnie ciężko walczyć - jej nie oszukasz. Jego to kończy psychicznie (naprawdę nabawił się przez to problemów, próbował to akceptować, rozumieć ale "tak się po prostu nie da"), a ja gorzknieję ograniczana.
Cóż, całe życie trafiałam na zaborczych monogamistów. Nie wiem dlaczego. Może właśnie moja "dzikość" i potrzeba wolności działa na nich jak magnes. Ten, z którym jestem teraz mimo kilku wad jest wspaniały i dzięki niemu wiem, że szczęśliwego związku monogamicznego nie stworzę z nikim. To jest po prostu całkowicie sprzeczne z moją naturą. W sumie warto mieć to na uwadze i wyciągnąć nauczkę - zanim się z kimś zwiążę, postawię sprawę bardzo jasno i dokładnie nakreślę jak przedstawia się sprawa moich preferencji relacyjnych.
Co do czasu - ostatnio mija tak szybko, że tych kilka chwil i czekanie na naturalne wypalenie nie zrobi mi dużej różnicy. Będę robić swoje, niech się dzieje co chce - tym razem zaufam światu. Wcześniej nie pozwalałam sobie na bezczynność, musiałam działać, zamykać niedokończone sprawy, wyjaśniać, nieustannie być w ruchu. Teraz o dziwo nieźle radzę sobie w tym "zawieszeniu". To dla mnie bardzo cenna lekcja.
No i dziękuję Ci za wsparcie. 
Post został pochwalony 0 razy
|
|
Pią 22:08, 11 Maj 2012 |
|
 |
|
|
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach
|
|
|